Menu: Menu główne -> DZIEGCIARSTWO

Wywiad z dziegciarzem Romanem Penkalą, mieszkańcem Bielanki


- Od kogo nauczył się Pan wypalać dziegieć?

Dziecheć umiem wypalać, bo mi ojciec pokazał, on dawno palił.

- Jak miał na imię?

Piotr.

- A dziadek też wypalał?

Dziadek nie wiem, bo był w Ameryce. Tam pochowany. Ojciec przywieziony był jako dziecko z Ameryki. Matka go przywiozła, dziadek zginął w kopalni, robił tam. Zginął, no i moja babka wzięła dzieci i przyjechała do Polski. Takie małe były, nie pamiętały.

- Od kiedy Pan zajmuje się wypalaniem dziegciu?

Wypalam od niedawna, jak ojciec mi to pokazał, może było w latach siedemdziesiątych. Ojciec też nie wypalał, tylko pokazał mi. Już z tego nie było zarobku, nie było potrzebne.

Po wojnie robił jeszcze Grzegorz Feciuch, dziadek Romana.

- Jak długo trzeba się było uczyć tego zajęcia?

Trzeba zobaczyć jak to się robi i już, parę razy wypalić, żeby do wprawy dojść. Pierwszy raz to nie wyjdzie.

- Jak to nie wyjdzie?

Bo albo źle dołek się zrobi, albo za wysoko rurę wstawi, albo nie dołoży darni  i zapali się smolówka. Ciężko znaleźć materiał, trzeba szukać, jak jest drzewo zgnite, wywalony korzeń, drzewo leżące, bo takich sucharów to nie ma, albo jak pnie się w lesie znajdzie, takie ucięte, trzeba wykopać.

- Ile wypalanie dziegciu trwa?

Zależy jaki kopiec, jak jest większy to dłużej, jak jest mniejszy to krócej.

- Najmniejsza ilość drewna potrzebna do wypalenia?

Jak się da 2 koszyki szczap, to wypalanie trwa 3, 4 godziny. Jakby był dobry materiał to litra dziegciu z tego będzie. O, brat idzie, on drwalem jest, pilarzem.

Też widział jak ojciec wypalał,  na smolówce się zna...

- trzeba trafić na leżące, na ciężkie, zgnite. Jak jest klocek ciężki, sosnowy to jest smolówka.

Trzeba trafić na taki wywrot, nieraz zgniły, co by rękami rozebrał, a w środku jest dobre na smolówkę. Ręcznymi piłami rznęli pilarze, byli dobrzy w Szymbarku, piła była dwumetrowa „moja – twoja”, później były motorówki dwu-osobowe „dolmary”.

- Mamy smolówkę, glinę, piec, no i co jeszcze jest potrzebne, może miska?

Na co miska? Aha, naczynie, rondelek, cokolwiek, żeby ściekało, motyka musi też być, sztychówka, rurka, glina jak na cegły, darniówka, sianem albo słomą trzeba obłożyć.

- To jest spalanie bez ognia?

Jakby ogień był, to nic z tego by nie było.

- Zarabiali ludzie na tym?

W Bielance to taki był zarobek, żeby przeżyć, bo to biedna wieś.

- Jak rozprowadzano towar?

Na plecach, krosna były. Pokazywałem ci to? Austriackie miarki. To jest miarka, były takie oblewane bańki, nie mam, co dziecheć się nalewało. Krosna. Na krosna szła płaska bańka, nie mam już takiej. Takie miareczki były eleganckie, co to się dziecheć nalewało. Roman Feciuch mówił, że w Bielance w muzeum są, że po dziadku to się zachowało. Kołkami były zbijane. Miarka 1/16 była litra, tu jest coś opisane, tylko nie widzę dobrze, co cyfr jest…

- A jak to było z czarami dziegciarzy?

Ja z opowiadań wiem, że jak przychodzili do domu, tam się krowa nie doiła, żeby gospodarz kupił towar, dziechciarz umiał czarować. Gospodarz żalił się, że krowa mu nie doi się, mleka umniejszyło, choroby ma, mleko się ciągnie gdzieś. No to szli do stajni i odczarowywali.

- Dziegciarze odczarowywali?

Taaak. Gada, że do rogów trzeba coś zawiercieć, to tamto. A jeszcze się wypytywali. Jak w jednym domu sprzedawał to pytał o sąsiada, no to sąsiad powiedział, jaki jest tamten sąsiad. Przyszedł do tamtego, to już mu opowiadał, jak jest u niego, a ten oczy wielkie: „skąd ty to wiesz, jak tyś nie stąd!”.

- Jak daleko chodzili dziegciarze handlować?

Dziegciarze bielańscy chodzili „na górale” do Zakopanego, do przemyskiego, do tarnowskiego, tacy co na nogach.

- Zdarzało się, że pojechali końmi?

Zdarzało się, dwóch jeździło z Bielanki wozem, końmi. Oni sami wypalali, tak jak w Łosiu, tylko tam byli bogatsze, to był taki normalny wóz, poskładał, budę malutką sobie zrobił z przodu.

- I do których lat handlowano dziegciem?

Podobno jeszcze po wojnie coś niecoś, później zanikło, już to nie szło sprzedać.

- Na co dziegieć był stosowany?

Dawniej to na choroby skórne, albo świerzb, albo wypryski takie skórne, albo liszaje, grzybica nóg, prawdopodobnie stosowali, jak rozcieńczył spirytusem, to i na wrzody pomogło, no i dla bydła było.

- Ja Pan myśli skąd się wzięło palenie dziegciu, kto to wymyślił ten dziegieć w Bielance?

 

Sam choć kiedy się dziwię, kto to /.../ wymyślił.

A skąd ja mogę wiedzieć. Skąd to się wzięło ja nie wiem, ja już panu nie powiem.