Menu: Menu główne -> CIESIELSTWO

 

 

Ciesielstwo to rzemiosło polegające na ręcznej obróbce i łączeniu drewna budowlanego, celem budowy domów i wykonywania z drewna konstrukcji (np. więźby dachowej, schodów, stropów). Ciesielstwo było domeną całego regionu Pogórza oraz zawodem unikatowym w skali europejskiej z uwagi na powszechność w naszym regionie architektury budowanej na bazie drewna. Dzięki pracy cieślów powstały najpiękniejsze obiekty architektury w naszym regionie, są atrakcjami Szlaku Architektury Drewnianej, część z nich została wpisana na listę UNESCO. Cieśle ze wsi Ropa, oprócz budowy domów, specjalizowali się w budowie turbinowych wiatraków wietrznych. Organizując warsztaty ciesielskie nawiązaliśmy do specyfiki miejscowości Ropa, uczestnicy warsztatów pomagali przy budowie wiatraka turbinowego, ucząc się jego konstruowania. Warsztaty prowadził pan Alfons Kulka. 

 

  W ramach warsztatów ciesielskich przy udziale uczestników i pod kierunkiem cieśli Alfonsa Kulki powstał wiatrak turbinowy, charakterystyczny dla miejscowości Ropa. Wiatrak obecnie jest posadowiony w siedzibie stowarzyszenia, jest udostępniany nieodpłatnie zainteresowanym do zwiedzania.  W realizacji warsztatów cieśla wykorzystał narzędzia takie jak: siekiery, klamry, metalowe elementy, gwoździe, papa na przykrycie dachu, kamienie żarnowe. Wnioskodawca zabezpieczył drewno niezbędne dla realizacji warsztatów.


Wywiad z panem Alfonsem Kulką, cieślą, konstruktorem wiatraków 

Alfons Kulka, 68 lat , mieszkaniec wsi Ropa

- Kiedy zaczęło się Pana spotkanie z wiatrakami?

Gdzieś w latach 50 – tych, 1955 -56 rok, miałem w tedy chyba 14 lat...

- Pan wtedy pomagał?

Robiłem wiatraki z Józefem Jaroszem, przyglądałem się jego pracy, Józef Jarosz umarł w latach 80-tych.

- Co Pan wtedy robił?

W Ropie to było, robiliśmy wiatraki, pod Chełmem gdzie mieszkałem, później w Kąclowej, u nas w domu, później się przerwało chwilę, cztery wiatraki pomagałem wykonać...

- Ile czasu trzeba, żeby nauczyć się roboty przy wiatraku?

- Jak człowiek jest pojętny, to nie trzeba się długo uczyć, bo to pojmie zaraz, budę nic zrobić, za to ustawianie kół trybowych, żarna musiały być pionowo do waserwagi, bo pas żeby nie schodził z tych szajb, musiał chodzić równo, to było sztuka zrobić. Wiatrak robiło się od sześciu miesięcy do roku.

- Co jest potrzebne, jakie narzędzia, materiały?

Narzędzia w tamtych latach – ciosało się siekierą te słupy cztery,  jeszcze był topór z ostrzem szerokim, później się toporem na gładko. Deski były z tartaku, był na Bielance, był w Sokole, zawiozło się jakiś klocek...

- Z jakiego drzewa?

Najwięcej trzeba było desek jodłowych, świerka też trochę, lipowego. Na pióra świerka. Kopcie, co pióra są przybite musiały być z lipy, dlatego, że jak się wbije gwóźdź lipa nie pęka.

- Ile trwał wiatraka budowa?

Jakby dobrze robił całe dni to miesiąc.

- Co jest potrzebne przy budowie wiatraka?

Jeszcze kamień żarnowy, jechało się po niego do Gorlic. Tam z Bartnego przywozili, obrabiali kamień ludzie, no i przywozili furmankami do Gorlic. Jarosz się znał, jak chłop jechał do Gorlic zakupić kamienie, to musiał brać jego, on się znał. Były rozmaite kamienie, jak był miękki, to później trzeszczało w mące, on się już tam znał, wybrał i były pewne. No i żelazo. Słup robiło się z jodły, przerzynało się na pół. Słup był przerżnięty, wydłubany, w środku jest sztanga, ona wiruje.

- Jak żeście dłubali?

Zrobiło się u kowala taką motyczkę do kopania, miała wyższe i wygięte ostrze, i niedługie trzonko, i tym się kopało, trzy centymetry z jednej i z drugiej strony, potem słup się skręcało. Tam jest takie łożysko w tym słupie, i u góry jest małe łożysko.

- Skąd łożysko?

Z aut, nie żeby nowe, nowiutkie, a starsze podchodzone też będzie dobre. Zakładało się koła zębate jedno, co leci na tej sztandze, co leci do szajby, pod spód, drugie z boku, co jest koło założone.

- Czyli dwa koła zębate.

Pas parciany.

- Skąd brano pas?

Dawniej nie było pasów po sklepach, rżnęli z opony z auta ciężarowego i już, nie był składany, bo on tak wydolił, że jak już założył pas, aby go założyć trzeba było dźwignąć szajby, żeby założyć na koła pasowe i chodził. Tu gdzie koło założone jest, to jest welka, a później przy żarnach to nazywało się wrzeciono, w kamieniu była paprzyca, i ciągło. No i łubina na kamieniu i kosz na żarna z jodłowego drewna.

- Skąd żelazo?

W Gorlicach się kupowało, przywozili kółka trybowe, na składach było, to z maszyn było przeważnie, z dyferencjału, jedno koło mniejsze drugie większe i to chodziło, napędzało koło, transmisja na dole ciągła żarna. Wiatrak był pokryty papą, jak ktoś bogatszy był to blachą krył.

- Gospodarz zamówił wiatrak, zrobiliście już go z Jaroszem, był wiatr, zaczynał mleć zboże

Jak były kamienie dobre, one tarły się nisko, mąka była pytlowana, to się pierogi gotowało, kluski z tego wiatraka, to była porządna mąka.

- A jak młóciliście zboże?

Prądu nie było, w maszynie zębatce obracało się ręcznie korbą, z jednej strony była korba i z drugiej.

- A cepów Pan nie używał?

Eeee, ta młóciło się żyto, robiło się okoty, najpierwej snopy grube, dwa razy się wiązało, później kręciło się kiczki na dach.

- Pan jeszcze umie kiczki kręcić?

Eee, to by zrobił. Co my się namłócili żyta w pięćdziesiątych, sześćdziesiatych latach, bo jeszcze nie było przykrycia innego.

- Kiedy się młóciło?

Przeważnie w sierpniu, czasami we wrześniu.

- Mamy wymłócone zboże, co dalej?

W młynku się przepuściło.

- Kiedy młynki nastały?

Przed wojną, miały trzepacze i straszne rzeczy, ile tego było, i słoma i plewy. Wieczorami młynkowało się przy latarni, raz z pierwszego, drugi raz z drugiego, później nosiło się w sąsieki na strych.

- Mamy zboże wymłócone, ile ono musiało czekać, żeby nadawać się do wiatraka?

Można było od razu, bo przedtem nie młóciło kombajnami, stało zboże 2 tygodnie w półkopkach tak, że jak było omłócone to dawało się prosto do sąsieka, albo do mielenia, głównie mielili jesienią i zimę całą, do nowego zboża się mieliło.

- Ile we wsi było wiatraków?

Nie pamiętam dokładnie.

- Na przykład w latach 50 –tych...

Kilkadziesiąt, było tak ino wziąć po pod Chełm, co my mieszkali było z 10, to najmniej.

- Jak przyszedł czas jesienią to skąd wiały wiatry?

Przeważnie południowe i północne.

- Z innych stron nie było?

Bo raz, że zastawiał Chełm, od dołu też nie, bo do Chełmu przystawiało, północ południe.

- Ile było mąki ze 100 kg ziarna, jak długo trzeba było mleć?

Jeżeli wiater ciągły, to można było w dzień zmielić 100 kg.

- Ile z tego mąki?

Tak gdzieś 80 kg.

- Gospodarze sprzedawali mąkę?

Mąki nie sprzedawali nikt, najwyżej, jak ktoś nie miał żadnego mielidła, to tyle, co na chleb przynosił do sąsiada, to zmielił. To tylko wyłącznie dla siebie.

- W Bielance to mieli żarnówki...

To u nas też była żarnówka przed wiatrakiem, bo tak Jarosz to dopiero zaczynał, nie pamiętam skąd to przyszło. Kiedyś patrzyłem na film, w Ameryce to mieli. To western był, w tym filmie wiatrak chodził, tak na górce.

- Wiatrak turbinowy z Ropy wyglądem przypomina te z westernów.

Czy on tam służył do napedzania światła, czy jakieś pompy wodne, bo tam na tych pustyniach oni mieszkali, a tu później, jak to przyszło z Ameryki, tu do Polski dorobili do żaren. Kamienie też były takie same jak z żarnówki, ino większe, żeby szybciej mełło, bo to wiatry były dawniej takie równe. Musieli zamawiać większe żarna w Bartnem, oni robili kamienie przeważnie na wymiar taki odpowiedni.

- Skąd w Bartnem wiedzieli, że w Ropie potrzebują kamieni,  telefonów jeszcze nie było?

Po prostu zamawiali na jarmarku.

- Czyli na jarmarku w Gorlicach wymieniano informacje. Jeździł Pan na jarmark w Gorlicach, co tam jeszcze ciekawego można było kupić?

Żelazo, kamień żarnowy. Jarmark był na Zawodziu, tam było wszystko, w tamtych latach siana, słomy przywozili na jarmark, furmankami takie wielkie wozy, bo to, choć komu brakowało wiosną, takie zboże było, jakie kto chciał.

- Rzemieślnicy czym handlowali?

Łyżki, szatkownice do kapusty, drewno robili po tych ruskich wsiach.

- W tym momencie Pan jest jedyną osobą w okolicy, która robi wiatraki. Zrobiliście jeden w związku z realizacją projektu popularyzacji orkiszu i wróciła w Ropie moda na wiatraki. Kupić stary wiatrak trudno...

Gospodarze nie sprzedadzą, stoją takie, co gniją, po Jaroszu stoi taki porządny, był na słupie stalowym już zrobiony, on to już obmyślił, kupił kopalnianą rurę i sztangla cała była w rurze.

- Jakby ktoś chciał zamówić, żeby Pan zrobił, ile by kosztował? Książki się rozejdą, ktoś zechce zamówić, żeby mieć taki w ogródku, przy swojej agroturystyce.  Brakuje atrakcji, a taki wiatrak to byłoby zajęcie dla turysty na cały dzień. Zaczynać może od koszenia zboża, a kończy na pieczeniu chleba...

Wszystko jakby chciał kupić nowe, drogo.

- Może nie podamy dokładnej ceny, ale jeden wiatrak poniżej dziesięciu tysięcy złotych?

To pewno…

- Ma pan następcę, kto będzie w Ropie robił wiatraki?

Jest taki chłopak wnuk, do gimnazjum chodzi, tak go to  interesuje, jest chętny do pomocy, był by się przyuczył do tego. Chciałoby się.

- Czemu wiatraki poszły w niepamięć?

Jak przyszedł prąd, ludzie opuścili wiatraki. To trzeba było pilnować, żeby czasem wiater nie rozwalił. Było tak, że były wiatry złe i duże. Aby nie wyłamało przeważnie trzeba było koło wietrzne stawiać na poprzek. Trzeba było chodzić koło niego, musi być uwiązany.

- Cechy cieśli?

Nie każdy zrobi wiatrak. Posłuszny musi być, nie pyskaty, powolny, nie szybki, bo będzie gwoździa bił i skiełznie mu młotek. Cierpliwość. Najtrudniejsza robota to kosz zrobić, kosz jest rozłożysty, skosy ściąć, żeby dokładnie zrobić, to musiało być zrobione precyzyjnie.

- Niech pan opowie o narzędziach…

Siekiera, piła troczka, piłka ręczna, hebel, motyczka. Teraz pół biedy jest cyrkularka, dawniej ręczną piłką, heblem pióra, teraz są maszyny. Z bratem się robiło, takie klocki na budę piłą troczką się przerzynało. Klocek się rżnęło na boisku, na piętrze. Jeden stał na dole i „chrus chrus” po 2 metry długości, dawniej był ten czas taki, że nic nie ścigało.

- Jak gospodarz zamówił wiatrak ile kosztował w latach 60 –tych?

To robiliło się na dniówki, pieniędzmi się płaciło, od rana do wieczora robiło się na długim dniu, dawne pieniądze 100 złotych dniówka.

- 100 złotych, co za to się kupiło?

50 złotych kosztowała koszula, 2 koszule lub spodnie, buty tańsze kupił, wtedy były czerwone stówki, jedzenie dawali, trzeba było dobrze robić, żeby w miesiąc wszystko zrobić, przeważnie latem się robiło.

- Kto oprócz kamieniarza z rzemieślników był potrzebny przy budowie wiatraka?

U kowala klepało się kliny, szajby, kowal był potrzebny. Z innych rzemiosł potrzebny był tokarz, u góry to, co koło jest na welce trzeba było dotoczyć do łożysk. W Ropie była tokarnia spalinowa, więc tam się toczyło.

- Jak to się stało, że w Ropie było aż 50 wiatraków?

Czasem sobie ktoś sam też robił. Weszła moda, każdy mielił sam, duże byli gospodarze. Mieli dużo dzieci w domu, w każdą sobotę piekło się chleb i na cały tydzień był, piece były większe, mieściło się sześć chlebów, na tydzień wystarczało. Nie wysychał chleb, teraz to wysycha, może to powietrze inne, a wtenczas powietrza są suche, nie ma tej wody, pod Chełmem gdzie, jaki potoczek był, to woda płynęła, teraz ostatnio chodziłem, sucho...